Muzeum św. Andrzeja Boboli

Pierwsze na świecie Muzeum św. Andrzeja Boboli

Na zakończenie uroczystej liturgii, sprawowanej w 350. rocznicę męczeńskiej śmierci św. Andrzeja Boboli, 16 maja 2007 r., Metropolita Warszawski ks. abp Kazimierz Nycz dokonał otwarcia i poświęcenia muzeum zadedykowanego naszemu świętemu, będącemu jednym z patronów Polski. Jest ono usytuowane w narodowym sanktuarium tego świętego na warszawskim Mokotowie przy ul. Rakowieckiej 61. Gromadzi eksponaty w dwu powiązanych ze sobą kategoriach:

  1. Eksponaty związane z życiem, działalnością duszpasterską, męczeństwem i kultem świętego oraz czasami i miejscami, w których on żył i w których przebywały jego relikwie.
  2. Eksponaty związane z historią Narodowego Sanktuarium św. A. Boboli oraz przylegającego doń Kolegium Księży Jezuitów.

Gdy rodziła się idea stworzenia muzeum, towarzyszył jej uzasadniony niepokój, czy eksponatów uda się zgromadzić choć trochę. Jednak kolejne tygodnie i miesiące napawały wzrastającym optymizmem. Ktoś przyniósł błogosławieństwo papieskie z czasów kanonizacji (1938 r.), ktoś inny poinformował o ponad trzymetrowym obrazie, przechowywanym w Sopocie, malowanym na 300-lecie jego śmierci. Ktoś inny przyniósł rozdawany w czerwcu 1938 r. na stacji w Sochaczewie z okazji przyjazdu trumny z relikwiami świętego medalik. Ponad połowa eksponatów wpłynęła do muzeum już po jego otwarciu. W ciągu ostatniego roku muzeum wzbogaciło się o 24 kolejne wartościowe obrazy i mapy Rzeczpospolitej i Wielkiego Księstwa Litewskiego z czasów św. Andrzeja.

Władze miasta Braniewa, w którym kształcił się św. Andrzej i w którym odbywał praktykę pedagogiczną, ofiarowały kopię ryciny z wizerunkiem Braniewa z 1635 r., a więc z czasów, gdy przebywał w nim św. Andrzej. Prezydent Piotrkowa Trybunalskiego, nawiedzając muzeum przekazał jako wotum monetę z wizerunkiem piotrkowskiego zamku, a w wyłożonej w muzeum Księdze Pamiątkowej napisał: "Dziękuję Ojcom Jezuitom za możliwość obecności przy relikwiach św. Andrzeja. Polecam pamięci modlitewnej Piotrków Trybunalski". Od przełożonego wspólnoty jezuitów z Łodzi otrzymaliśmy olejny obraz świętego z połowy XX w. Do muzeum trafiły także kolejne obrazów malarzy białoruskich, które poprzednio ubogacały poświęconą św. A. Boboli wystawę artystów białoruskich, pielgrzymującą z racji uroczystości jubileuszowych przez różne świątynie na Białorusi.

Było też szereg darów bardzo osobistych. Jeden z podeszłych w latach mieszkańców Trójmiasta po zwiedzeniu muzeum otworzył swój portfel, wyjął z niego obrazek prymicyjny o. Leona Mońko SJ i powiedział: "Ten obrazek wiele dla mnie znaczy. Od kilkudziesięciu lat zawsze noszę go przy sobie, gdyż obecność o. Mońko była wielkim duchowym darem w mym życiu. On zmarł dawno temu (w 1980 r.). Ja też przybliżam się już do śmierci. On przy relikwiach św. Andrzeja przyjmował święcenia kapłańskie, tu posługiwał, tu uniknął śmierci podczas masakry dokonanej przez Niemców w drugim dniu Powstania Warszawskiego. Niech śladem po nim będzie w tym muzeum jego obrazek prymicyjny".

Od czasu otwarcia muzeum mogłem się także zorientować, że nie tylko gromadzi ono, ale także ocala pewne eksponaty i przywraca im pierwotne piękno. Niektóre z nich trafiły do naszego muzeum dosłownie z pojemników na śmieci. Inne zostałyby sprzedane na aukcjach. Przykładem niech będzie najstarszy olejny obraz św. Andrzeja, jaki posiadamy w zbiorach muzeum. Na ślad jego istnienia trafiłem przeglądając archiwum sanktuarium. Wśród wielu dokumentów znalazłem list pisany jesienią 1992 r. przez małżonków ze Śląska, skierowany do Kanclerza Kurii Metropolitarnej w Warszawie z informacją, że chcieliby sprzedać posiadany przez nich stary i bardzo zniszczony olejny obraz św. A. Boboli, namalowany na ręcznie tkanym płótnie. List ten z warszawskiej Kurii Metropolitalnej trafił do naszej Kurii Prowincjalnej, a stamtąd do naszego sanktuarium. Ówczesny kustosz odpisał, że niestety nie stać nas na zakup obrazu. Wiadomo, był to czas kończenia budowy i wyposażania naszej świątyni. Gdy przeczytałem tę korespondencję postanowiłem spróbować skontaktować się z tym małżeństwem, by przynajmniej dowiedzieć się, co stało się z obrazem. Mając dokładny adres bez trudu ustaliłem numer telefonu i zadzwoniłem, przedstawiając sprawę i pytając, czy obraz nadal jest w posiadaniu małżonków, czy go sprzedali, a jeśli tak, to komu. Ku memu zdziwieniu dowiedziałem się, że obraz w dalszym ciągu czeka na kupca, ale mają zamiar wkrótce wystawić go na aukcji, gdyż ich córka wkrótce będzie wychodziła za mąż i to jest jedyna szansa sprostania od strony finansowej temu przedsięwzięciu. Powiedzieli mi także, że jako członkowie Oazy Rodzin będą to czynili z ciężkim sercem, ale nie mają innego wyjścia. Ucieszyli się, że jesteśmy teraz zainteresowani obrazem, bo tak bardzo zależało im, by znalazł się on w jakiejś świątyni. Wynegocjowaliśmy bardzo umiarkowaną, jak na XIX-wieczny obraz (tak przynajmniej zakładaliśmy, że jest to obraz XIX-wieczny) cenę. Postanowiłem poddać go renowacji konserwatorskiej. Zdawałem sobie sprawę, że renowacja tak zniszczonego, nie naciągniętego na blejtram obrazu będzie kosztowna. Trzeba było jednak zaryzykować, by stan obrazu nie pogarszał się. Konserwatorzy, których prosiłem o przedstawienie oferty wraz z wyceną, nie rozpieszczali mnie.

W tym czasie zgłosiła się do mnie pewna pani konserwator z ponad trzydziestoletnim stażem, mogąca pochwalić się realizacją wielu udanych konserwacji cennych obrazów olejnych, która powiedziała mi, że chciałaby uczynić coś dla św. A. Boboli. Pokazałem jej ten obraz. Powiedziała, że choć jest on bardzo zniszczony, podejmie się jego konserwacji. Ustaliliśmy, że precyzyjnie wyliczy, ile będą kosztowały wszelkie materiały niezbędne do konserwacji wraz z profesjonalną dokumentacją fotograficzną i tę sumę jej przekażę. Cały wkład jej pracy będzie natomiast jej darem dla św. A. Boboli. Gdy zakomunikowała mi, jaka jest to suma, 1500 zł, tego samego dnia zgłosił się do mnie jeden z członków Wspólnoty Formacyjno-Misyjnej "Posłani", za którą byłem wtedy odpowiedzialny, i wręczył mi 1500 zł mówiąc, że to jego dar dla św. A. Boboli i że ja będę dobrze wiedział, na co spożytkować te pieniądze. Patron naszego sanktuarium sam zatroszczył się więc o obraz, na którym, jak widać jemu też zależy.

Rozpoczynając renowację konserwatorską zakładaliśmy, że obraz powstał w krótkim czasie po beatyfikacji A. Boboli, która miała miejsce w watykańskiej bazylice św. Piotra 30 października 1853 r. Sugerował to napis umieszczony w dolnej jego części. Po oczyszczeniu obrazu coraz bardziej uwidaczniały się przemalowania. Odkrywki ukazywały pod spodem obecność starszej wersji obrazu. Natomiast usunięcie płótna, do którego było przyklejone pierwotne ręcznie tkane płótno, odsłoniło napis na odwrocie starej tkaniny "Renovata 1855". Obraz ten był poddany renowacji konserwatorskiej już w 1855 r. Były to kolejne potwierdzenia, że oryginał musi być znacznie starszy, gdyż pierwszej renowacji konserwatorskiej dokonuje się minimum kilkadziesiąt lat po namalowaniu obrazu. Specjalistyczne badania małego fragmentu jednego włókna pierwotnej tkaniny, na której powstał obraz, wykazały, że pochodzi ona z drugiej połowy XVII w., a więc z czasów, gdy mógł jeszcze żyć św. Andrzej, albo też z czasów nieodległych od daty jego śmierci. Natomiast sam obraz może pochodzić z 1711 r., gdy rozpoczynał się jego proces beatyfikacyjny. Śladów tej daty można się domyśleć na bazie specjalistycznych badań ocalałych fragmentów pierwotnej sygnatury malowidła.

Co jeszcze prezentuje muzeum? Możemy w nim zobaczyć jedną z cegieł wyjętą z fundamentów domu Bobolów na wzgórzu Bobolówka w Strachocinie, w którym najprawdopodobniej przyszedł on na świat i mieszkał przez pierwszych 15 lat swego życia, reprinty odręcznie pisanych przez niego tekstów uroczystych ślubów zakonnych, wieko trumny, w której spoczywały jego relikwie w Połocku w drugiej połowie XIX i na początku XX w., szaty, w które było ubrane jego nie rozłożone ciało w Rzymie i w Warszawie. Muzealne gabloty prezentują nam także eksponaty związane z jego kanonizacją, watykańską i polską prasę informującą o jego kanonizacji i sprowadzeniu jego integralnych relikwii do Polski, publikacje poświęcone najpierw błogosławionemu, a następnie świętemu Andrzejowi, ikonografię z nim związaną, wota ofiarowane świętemu oraz eksponaty związane z tutejszą parafią i sanktuarium: kielichy, ornaty, medale i błogosławieństwa papieskie.

Funkcjonowanie muzeum otworzyło kolejną perspektywę. W okresie zimowym, gdy mniejszy jest napływ pielgrzymów do sanktuarium, część eksponatów wypożyczana jest na wystawy poświęcone św. Andrzejowi. Jedną z nich zorganizowano w muzeum najstarszej polskiej szkoły, tzw. Małachowianki, powstałej w 1180 r. przy Kolegiacie św. Michała Archanioła w Płocku. W latach 1611?1733 prowadzili ją jezuici. Andrzej Bobola w latach 1633?36 kierował tam Sodalicją Mariańską uczniów, a w latach 1637?38 pełnił posługę prefekta kolegium i kaznodziei. Wystawę przygotowała jedna z katechetek obecnego Liceum Ogólnokształcącego im. Marszałka Stanisława Małachowskiego. Uroczystego jej otwarcia dokonał Biskup Płocki Piotr Libera. Odwiedziło ją nie tylko około 900 uczniów tejże szkoły, ale także płoccy harcerze, absolwenci Małachowianki, klerycy płockiego Wyższego Seminarium Duchownego i mieszkańcy Płocka i okolic.

W dwu pierwszych latach istnienia muzeum odwiedziło je wielu różnych ludzi. W Księdze Pamiątkowej znajdują się wpisy w języku polskim, białoruskim, rosyjskim, ukraińskim, kirgiskim, słowackim, maltańskim i angielskim. Szczególnym gościem, oprócz Metropolity Warszawskiego, był ks. abp Józef Kowalczyk, Nuncjusz Apostolski w Polsce, który nawiedzając muzeum napisał w Księdze Pamiątkowej: ?Bardzo się cieszę, że relikwie św. Andrzeja Boboli, Patrona Polski znajdują się w narodowym Sanktuarium w Warszawie uznanym za takie przez Konferencję Episkopatu Polski, która miała swoje plenarne obrady w Kamieniu Śląskim w dniach 15?17 czerwca 2007 r. Za wstawiennictwem św. Andrzeja Boboli upraszam błogosławieństwo Boże dla wszystkich, którzy nawiedzają to sanktuarium?.

Wpisy do Księgi Pamiątkowej są zróżnicowane. Niektóre z nich, jak Wandy z Pułtuska, wyrażają wdzięczność za zrealizowanie inicjatywy, jaką jest muzeum: "Dziękuję za możliwość przybliżenia mi postaci św. Andrzeja Boboli". Do tego tonu nawiązują także pielgrzymi, którzy wracali z Ukrainy: "Bóg zapłać za to muzeum!!! Pielgrzymkowa wspólnota wracająca z Ukrainy nawiedza to muzeum jako ostatni etap obecnego pielgrzymowania. Niech św. A. Bobola wymadla nam wszystkim jedność z Bogiem i między naszymi narodami". Jolanta z Poznania pisze natomiast, iż to muzeum to: "Piękna, wspaniała lekcja historii, patriotyzmu i wiary". Barbara natomiast wyznaje: "Obejrzałam wystawę z wielkim wzruszeniem. Jestem wdzięczna osobom, które ją zorganizowały. Ufam, że przyczyni się ona do ubogacenia duchowego nawiedzających". Nauczyciele i uczniowie gimnazjum w Chwiramie, woj. Zachodniopomorskie, wpisali się "w dowód wdzięczności za ciepłe przyjęcie i okazane serce, ciekawą lekcję religii". Podobne podziękowanie wyraża 25-osobowa grupa członków Komisji Opieki nad Zabytkami.

Dla innych, jak dla pani Leokadii, przybycie do niego stało się przyczynkiem do wspomnień: "Z wielkim wzruszeniem wspominam przyjazd relikwii św. Andrzeja Boboli do Poznania, które wtedy mogłam oglądać i Jemu hołd oddać. Cieszę się, że należę do parafii Sanktuarium Świętego". Innym przybliża natomiast realia życia, działalności duszpasterskiej oraz okrucieństwo męczeństwa Świętego: "Dnia 15. VII. 2007 r. odwiedziłem Sanktuarium św. Andrzeja Boboli, który szerzył wiarę katolicką w Wilnie. Jestem z Wileńszczyzny i jestem wstrząśnięty śmiercią świętego Boboli, którą zadały dzikie hordy kozackie". Dla jeszcze innych, jak np. dla Zdzisławy ze Szczecina, wizyta w nim stanowi "duchowe wzmocnienie".

Najczęściej jednak wpis do Księgi stanowi okazję do modlitwy. Oto niektóre z nich:
"Św. Andrzeju Bobolo, błogosław naszemu synowi w dniu jego 17. urodzin i przez całe życie" (członkowie Akcji Katolickiej im. Św. Andrzeja Boboli).
"Św. Andrzeju Bobolo, dziękujemy Ci za Twoje życie i męczeństwo. Polecamy Ci siebie, nasze rodziny i całą parafię" (Pielgrzymka parafialna z Łazisk Górnych p.w. Matki Bożej Królowej Różańca Świętego).
"Święty Andrzeju Bobolo, dziękujemy Ci za to, że nas tu doprowadziłeś, za obronę wiary. Prosimy o Twe wstawiennictwo za Polskę, naszą Ojczyznę. Wstawiaj się za miastem Rzeszowem, za Polonią, aby zwyciężyło dobro, a Polska się odrodziła. Módl się za nami" (Grupa z Rzeszowa).
"Od kilku lat pragnęłam nawiedzić to Sanktuarium. Jestem. Dziękuję Ci, św. Andrzeju za Twe zaproszenie. Będę głosiła o Tobie, drogi mój św. Andrzeju" (Gabriela z Pucka).
"Święty Andrzeju Bobolo, Patronie naszej umęczonej Ojczyzny, uratuj ją z niewoli zakłamania i zatopienia w alkoholizmie. Uratuj moje małżeństwo zniewolone od lat alkoholizmem i innymi nałogami. Przywróć wiarę Tadeuszowi i Andrzejowi, który poświęca się rodzinie, by Bóg zakrólował w ich sercach. Daj łaskę zdrowia i pełnienia woli Bożej w rodzinie" (Genowefa z Biłgoraja).
"Św. Andrzeju Bobolo, my pielgrzymi z Archidiecezji Gdańskiej, a jest nas 46 osób, przybyliśmy do Ciebie w trosce o naszą Ojczyznę. Modliliśmy się już przy grobie św. Wojciecha i św. Stanisława. Trzecim etapem naszego pielgrzymowania jest Msza św. za Ojczyznę przy Twoich relikwiach. Prosimy, abyś wspierał nas w naszym modlitewnym wysiłku, by nasza Ojczyzna w tym trudnym okresie zamętu, przez Twoje wstawiennictwo, stała się państwem sprawiedliwym, a rządzący naszym krajem byli prawymi Polakami, kochającymi Boga i Ojczyznę".
"Św. Andrzeju, to, że śpiewam dla Ciebie jest nie moją zasługą, ale posługą, którą z całego serca czynię na odpuszczenie grzechów moich i moich bliskich" (Joanna z Albuquerque, Nowy Meksyk, USA).

Bardzo serdecznie zapraszam do nawiedzenia muzeum, nawet, jeśli byłaby to kolejna w nim wizyta. Muzeum jest otwarte od początku maja do końca września we wszystkie soboty i niedziele w godz. 9.20-19.00. W pozostałe dni i miesiące natomiast na prośbę przybywających do Sanktuarium.

Ks. dr Aleksander Jacyniak SJ,
Wykładowca na Papieskim Wydziale Teologicznym "Collegium Bobolanum"

 

Jak relikwie św. Andrzeja Boboli trafiły na ul. Rakowiecką w Warszawie?

Losy nie rozłożonego ciała św. Andrzeja Boboli do czasu jego kanonizacji spisał w miarę dokładnie ks. Jan Paplatek SJ. Jego publikacja, będąca najobszerniejszą z wszystkich dotychczasowych opracowań nt. tego świętego, zatrzymuje się na roku 1936. W tym czasie integralne relikwie świętego przebywają w rzymskim kościele Il Ges?. Ja chciałbym przybliżyć ich dzieje do momentu ich przybycia do kaplicy jezuitów na warszawskim Mokotowie w czerwcu 1938 r.

Po męczeńskiej śmierci św. Andrzeja w Janowie Poleskim, która była jedną z najbardziej okrutnych spośród tych, jakie zna historia chrześcijaństwa, jego martwe umęczone ciało przeniesiono do tamtejszej rzymskokatolickiej świątyni, skąd jego współbracia zakonni przewieźli je do Pińska i pochowali w podziemiach tamtejszego kościoła. Ten wielki męczennik był 49. jezuitą zamordowanym w tamtych czasach na wschodnich kresach Rzeczypospolitej. Po nim zamordowano tam jeszcze przynajmniej 12 kolejnych jezuitów. Ci, którzy przeżyli, nie mogli zajmować się zbieraniem wszelkich pozostałych po nich pamiątek, czy rozwojem ich kultu. Musieli przede wszystkim zatroszczyć się o przetrwanie własne i prowadzonych przez nich zróżnicowanych posług.

Św. Andrzej musiał więc sam o sobie przypomnieć. Uczynił to 45 lat po swej śmierci. W nocy z 16. na 17. kwietnia 1702 r. objawił się ówczesnemu przełożonemu Kolegium Jezuitów w Pińsku, który zamartwiał się wielością trudnych problemów, którym nie wiedział jak sprostać. Były one związane zwłaszcza z walkami zbrojnymi zwolenników dwu zwalczających się rodów magnackich. Andrzej Bobola poinformował go, że nie szuka pomocy tam, gdzie trzeba. Gdy ten zapytał go, kim jest i czego pragnie, św. Andrzej poinformował go, że jest jednym z jezuitów zamordowanych przez kozaków i że sam otoczy placówkę jezuitów opieką, jeśli jej przełożony poleci odszukać jego ciało pochowane w podziemiach kościoła. Po trzydniowych poszukiwaniach odnaleziono wkopaną w ziemię zbutwiałą trumnę, w której znajdowało się całkowicie zachowane, bez oznak rozkładu i nieprzyjemnego zapachu ciało świętego. Można oczywiście powątpiewać w autentyczność tego zjawienia się św. Andrzeja, ale ponieważ jego skutek jest historyczny (w postaci odnalezienia trumny zupełnie już zapomnianego jezuity), to i przyczyna musi być uznana za historyczną.

Od tego czasu, aż do 19 stycznia 1808 r. ciało kandydata na ołtarze, Andrzeja Boboli było otaczane wzrastającą czcią w pińskiej świątyni jezuitów. Po kasacie jezuitów oraz po II rozbiorze Rzeczypospolitej, caryca Katarzyna II przekazała kościół pojezuicki prawosławnym, którzy, niezadowoleni z szerzącego się kultu A. Boboli nosili się z zamiarem ponownego pochowania w ziemi ciała męczennika. Jezuitom udało się jednak uzyskać od władz carskich pozwolenie na przewiezienie jego relikwii do Połocka, gdzie przebywały one do 1922 r. Zmieniali się jednak ich opiekunowie. Po wydaleniu jezuitów przez władze carskie z Połocka w 1820 r., relikwiami zaopiekowali się dominikanie. Gdy i ich wydalono z Połocka, pieczę nad relikwiami przejęli kapłani diecezjalni.

Tak było do 20 lipca 1922 r., gdy uzbrojeni bolszewicy, po uprzedniej profanacji ciała błogosławionego wówczas Andrzeja, porwali je, bijąc, raniąc i mordując broniących go katolików, i przewieźli do Moskwy. Zostało ono umieszczone w moskiewskim budynku Wystawy Higienicznej Ludowego Komisariatu Zdrowia. Chciano naocznie pokazać, że gdy przestanie działać "magia" katolików, w krótkim czasie ciało to zacznie ulegać rozkładowi. Nic z tego nie zaczęło się jednak dziać. Co więcej, do ciała męczennika zaczęły ciągnąć rzesze prawosławnych, dla których fakt nie rozłożonego ciała zmarłego jest często uważany za jeden z elementów potwierdzających świętość danego człowieka. Dlatego też ciało ukryto w jednym z magazynów tegoż budynku. Nie wydano go ani przedstawicielom Kościoła Rzymsko-Katolickiego, ani rządu polskiego, który czynił kilkakrotne starania o jego odzyskanie.

Kwestia próśb o odzyskanie tegoż ciała uległa zmianie dopiero w trakcie klęski głodu, który dotknął Rosję na skutek tragicznej reformy rolnej, którą władze komunistyczne przeprowadzały tam po rewolucji październikowej. Głodującej i ginącej masowo z głodu ludności pospieszył z pomocą papież, posyłając transporty zboża. W zamian zażądał oddania ciała męczennika. Od 1922 r. działała w Rosji Papieska Misja Ratownicza. Jej moskiewskim oddziałem kierowali dwaj amerykańscy jezuici, ojcowie Gallagher i Walsh. Mieli oni, z woli papieża, odszukać ciało błogosławionego. Odnaleźli je ostatecznie 23 września 1923 r. w magazynie wypełnionym zniszczonymi meblami, figurami woskowymi i różnymi rupieciami. Przewieziono je następnie, po uzyskaniu zgody ze strony władz bolszewickich, z Moskwy do Odessy, a stamtąd drogą morską do Brindisi we Włoszech. Do Rzymu przybyło ono w Uroczystość Wszystkich Świętych, 1 listopada 1923 r. i zostało umieszczone w kaplicy św. Matyldy w Watykanie, gdzie 4 grudnia tego roku powołana przez papieża specjalna komisja, składająca się z przedstawicieli zakonu jezuitów, lekarzy oraz tych, którzy widzieli relikwie w Połocku, ponad wszelką wątpliwość ustaliła, iż jest to ciało błogosławionego. W maju następnego roku Ojciec św. przekazał ciało bł. Andrzeja rzymskiemu kościołowi jezuitów Il Ges?.

W świątyni tej relikwie przebywały do 8 czerwca 1938 r., gdy po kanonizacji św. A. Boboli, która odbyła się w watykańskiej Bazylice św. Piotra w Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego 17 kwietnia 1938 r., wyruszyły w podróż do Polski. Licząca 125 osób pielgrzymka z Polski, która miała towarzyszyć powracającym relikwiom, przybyła do Rzymu 4 czerwca 1938 r. i swój pobyt w Wiecznym Mieście rozpoczęła od modlitwy przy relikwiach świętego. Następnie została przyjęta wraz z rzymską Polonią w Ambasadzie Polskiej przy Stolicy Świętej. Potem odbyła się Msza św. w polskim kościele św. Stanisława. W przeddzień wyjazdu z relikwiami św. Andrzeja, we wtorek 7 czerwca 1938 r., polscy pielgrzymi zostali przyjęci w Castel Gandolfo na specjalnej audiencji przez papieża Piusa XI. W środę 8 czerwca wieczorem w rzymskim kościele Il Ges? odprawiono uroczyste nabożeństwo, celebrowane przez 10 kardynałów, 3 polskich biskupów i przełożonego generalnego jezuitów. Uczestniczyły w nim rzesze wiernych. Kazanie poświęcone tematyce związków łączących Rzym z Polską wygłosił po włosku o. Mossaruti. Natomiast przełożony Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego (jezuitów), o. Stanisław Sopuch, wygłosił kazanie po polsku o historycznym znaczeniu powrotu relikwii świętego do Polski. Podziękował jednocześnie Ojcu św., kardynałom, włoskim władzom państwowym i miejskim oraz rzymianom za to wszystko, co uczynili dla rozkrzewienia kultu świętego w ciągu 14 lat przebywania jego integralnych relikwii w Wiecznym Mieście. Po nabożeństwie jezuici wynieśli trumnę z relikwiami z kościoła. Została ona umieszczona na rydwanie, na którym procesjonalnie przewieziono ją przez pl. Wenecki, via Fori Imperiali obok Coloseum, symbolu męczeństwa chrześcijan w pierwszych wiekach, przed Bazylikę Matki Bożej Większej, gdzie odbyła się pierwsza część oficjalnego pożegnania św. Andrzeja obecnego w znaku relikwii. Stamtąd procesjonalnie odprowadzono relikwie na pobliski rzymski dworzec Termini, gdzie w obecności kardynałów, biskupów, obu polskich ambasadorów i rzesz rzymian miał miejsce ostatni akord pożegnania. O godz. 21.45 pociąg z relikwiami opuścił rzymski dworzec, udając się przez środkowe i północne Włochy do stolicy Słowenii, Lublany, gdzie dotarły przed południem 9 czerwca 1938 r.

Relikwie św. Andrzeja były witane tam na trzykilometrowej trasie, wiodącej z dworca kolejowego do kościoła jezuitów, przez przedstawicieli władz państwowych, kościelnych i miejskich oraz rzesz mieszkańców stolicy. Relikwie były wiezione na udekorowanym rydwanie, zaprzężonym w cztery białe konie. Do relikwii, ustawionych następnie przed głównym ołtarzem tego kościoła, w ciągu dziesięciogodzinnego ich tam pobytu przybyły wielotysięczne rzesze wiernych. Przed wyruszeniem procesji powrotnej z relikwiami na dworzec kolejowy odbyło się nabożeństwo, w czasie którego kazanie wygłosił najpierw w języku słoweńskim przełożony tamtejszej wspólnoty jezuitów, a następnie po polsku o. prowincjał Sopuch. W wieczornej procesji powrotnej, oprócz rzesz wiernych uczestniczyło 6000 młodzieży akademickiej i mężczyzn z pochodniami.

Kolejnym miejscem zatrzymania się relikwii był Budapeszt, gdzie dotarły one 10 czerwca 1938 r. o godz. 9.45. Zostały one powitane w języku łacińskim, węgierskim i polskim przez rektora kolegium jezuitów w Budapeszcie. Przeniesiono je następnie w uroczystej procesji do pobliskiego kościoła św. Elżbiety. Tam uroczystą sumę odprawił i kazanie wygłosił o. Pius Przeździecki, przełożony generalny paulinów. Uczestniczył w niej także arcyksiążę Józef Habsburg. Od jej zakończenia do godz. 17.00 relikwie były nawiedzane przez wielotysięczne rzesze mieszkańców węgierskiej stolicy. Po procesjonalnym odprowadzeniu relikwii na dworzec kolejowy, pociąg z relikwiami ruszył w kierunku Czechosłowacji. Tam zatrzymały się one najpierw w Bratysławie. Umieszczono je w specjalnie na ten cel przygotowanym namiocie ustawionym na dworcu kolejowym. Pomimo godzin nocnych modliła się przed nimi kilkutysięczna rzesza Słowaków, za co podziękował im prowincjał Sopuch. Kolejną miejscowością, w której zatrzymał się pociąg z relikwiami, była Ostrawa. Ostatnią natomiast ? Piotrowice, gdzie pociąg przybył wczesnym rankiem w sobotę 11 czerwca.

Po przekroczeniu granicy Polski pociąg z relikwiami przybył do Zebrzydowic, gdzie św. Andrzej był gorąco witany na placu sportowym. Stamtąd pociąg z relikwiami przybył na stację kolejową w Dziedzicach, skąd relikwiarz z relikwiami został przeniesiony na rynek w Czechowicach, gdzie odbyło się uroczyste nabożeństwo. To właśnie przy okazji tej uroczystości wielu Polaków usłyszało o tych dwu ostatnich miejscowościach, które coraz bardziej łączyły się w jedną. Był to jeden z powodów, dla których po latach jedna już miejscowość, Czechowice-Dziedzice, obierze sobie jako swego patrona właśnie św. Andrzeja Bobolę. Stamtąd pociąg ruszył do Krakowa, gdzie wieczorem tego dnia na dworcu kolejowym nastąpiło powitanie przez metropolitę krakowskiego, ks. abpa Stefana Sapiehę, który przybył w towarzystwie biskupów, kapłanów, sióstr zakonnych i tysięcy wiernych. Relikwie zostały procesjonalnie przeniesione przez przedstawicieli wszystkich stanów ulicami Basztową i Floriańską na Rynek Główny. Relikwiarz z relikwiami ustawiono na podium ołtarzowym przed głównym wejściem do Bazyliki Mariackiej. Tam odbyło się uroczyste nabożeństwo transmitowane przez Polskie Radio, podczas którego płomienne kazanie wygłosił o. Jarosz SJ. Po nim relikwie przeniesiono procesjonalnie ulicami Grodzką, Dominikańską, św. Gertrudy, Potockiego i Kopernika do Bazyliki Serca Jezusowego. Dziesiątki tysięcy wiernych mogły z bliska oddać tam hołd św. Andrzejowi aż do poniedziałkowego poranka, zarówno w ciągu dnia, jak i nocą, gdyż świątynia była w tym czasie stale otwarta. Stamtąd też transmitowano przez Polskie Radio uroczystą sumę odprawioną w niedzielę 12 czerwca o godz. 9.00. Pobyt relikwii w Krakowie zakończył się w poniedziałek Mszą celebrowaną w tym kościele przez Metropolitę Krakowskiego o godz. 8.00. Po niej, o godz. 9.00 relikwie zostały przeniesione procesjonalnie ulicami Kopernika i Potockiego na dworzec kolejowy, skąd o godz. 10.00 pociąg wyruszył do Katowic.

Kolejnym miejscem zatrzymania się relikwii był Poznań, gdzie relikwiarz z relikwiami był procesjonalnie niesiony do kościoła jezuitów przez przedstawicieli różnych stanów, m. in. wojska, uczestników Powstania Wielkopolskiego, dziennikarzy i Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej. W kościele tym relikwie pozostały do poranka 17 czerwca, stwarzając w tym czasie możliwość nawiedzenia ich i modlitwy przed nimi dla bardzo wielu poznaniaków.

Z Poznania pociąg z relikwiami ruszył w kierunku na Warszawę przez Ostrów Wielkopolski, Kalisz i Sieradz. Na dworcach kolejowych tych miejscowości odbyły się specjalne nabożeństwa z niezwykle licznym udziałem wielu ludzi. Podobnie było w Łodzi, w której na dworcu Łódź Kaliska zgotowano św. Andrzejowi kolejne wielkie powitanie. Już od godzin porannych na placu przydworcowym zaczęły gromadzić się tłumy wiernych. Od godz. 12.00 natomiast przybywały procesje ze wszystkich łódzkich parafii i organizacje Akcji Katolickiej. Przybywali też przedstawiciele ?stowarzyszeń kulturalno-oświatowych, bractwa, korporacje religijne i młodzież. Dworzec udekorowano flagami o barwach państwowych i papieskich oraz herbem Łodzi (?). Na tarasie przed dworcem ustawiono podium pokryte purpurowym suknem z dwoma białymi orłami. Na podium tym w czasie uroczystości ustawiono trumnę ? relikwiarz. O godz. 14-tej na dworzec przybył ordynariusz diecezji łódzkiej (?), wojewoda łódzki (?), prezydent miasta (?), szereg wyższych wojskowych, urzędników państwowych i komunalnych. Na peronie ustawiły się poczty sztandarowe (?). Przed peronem, na który zajechać miał pociąg, stanęła kompania honorowa. O godz. 14.20 odezwały się dzwony wszystkich świątyń i syreny fabryczne?. Po wyniesieniu relikwiarza z pociągu odegrano hymn narodowy, przeniesiono relikwiarz na podium i przed nim odbyło się nabożeństwo, w czasie którego kazanie wygłosił ks. kanonik Stańczak. Po nim przedstawiciele wszystkich stanów: wolnych zawodów, robotników, rzemieślników i chłopów przenieśli relikwiarz (?) do wagonu ? kaplicy (?). O godz. 15.25 pociąg przy dźwiękach hymnu narodowego ruszył w drogę do Warszawy?.

Do stolicy pociąg z relikwiami dotarł o godz. 18.00 witany przez naczelnego wodza Rydza Śmigłego, wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego, marszałka Senatu i wicemarszałka Sejmu, ministrów, podsekretarzy stanu, prezesa NIK-u, licznych generałów, wyższych urzędników państwowych, prezydium miasta z prezydentem Starzyńskim, wyższe uczelnie z ich rektorami, członków zakonów i zgromadzeń zakonnych, duchowieństwo oraz biskupów z ks. kardynałem Kakowskim na czele, oraz przez rzesze warszawiaków. W Kurjerze Warszawskim napisano: ?Odnosiło się wrażenie, że cała katolicka Warszawa wyległa na ulice, by powitać i oddać hołd Świętemu Męczennikowi?. Po odśpiewaniu hymnu polskiego umieszczono relikwiarz z relikwiami na specjalnie na ten cel skonstruowanym rydwanie, na którym wieziono je Alejami Jerozolimskimi, Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem. ?Wzdłuż trasy pochodu, poczynając od Nowego Światu, ustawiły się niezliczone poczty sztandarowe organizacyj społecznych, robotniczych, zawodowych, szkolnych, korporacyj akademickich i bractw religijnych. Na placu Zamkowym prawdziwy las sztandarów pochylał się przed trumną św. Patrona Polski. Pochodowi towarzyszyły dźwięki dzwonów wszystkich kościołów stolicy?. O godz. 20.00 przed drzwiami katedry św. Andrzej, obecny w znaku swych relikwii, został przywitany przez arcybiskupa warszawskiego, ks. kardynała Kakowskiego. W centralnej nawie katedry przed prezbiterium ustawiono specjalne podium ołtarzowe, na którym umieszczono relikwie. Przez całą sobotę 18 czerwca do relikwii przybywały rzesze warszawiaków. Natomiast w niedzielę 19 czerwca w ich obecności została odprawiona Msza św. pontyfikalna w obecności Prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego, który ofiarował św. Andrzejowi swój Złoty Krzyż Niepodległości z mieczami, który do dziś można oglądać wśród wot ofiarowanych świętemu w muzeum przy sanktuarium świętego na warszawskim Mokotowie. Po niej na specjalnym rydwanie trumna z relikwiami została przewieziona w uroczystej procesji do kaplicy jezuitów przy ul. Rakowieckiej, gdzie z przerwą wojenną przebywa do dziś. O wojennych losach relikwiarza z ciałem świętego można byłoby napisać odrębną obszerną relację.

Autor relacji Triumfalny pochód relikwii św. Andrzeja z Rzymu do Polski zadał w niej znamienne pytanie, czy w trakcie swego męczeństwa św. Andrzej mógł choćby przez ?chwilę przypuszczać, że za 281 lat to umęczone i poszarpane jego ciało odbywać będzie triumfalny pochód przez Europę, że miliony ludzi wszelkich stanów cześć mu będą oddawały a imię jego z religijną czcią wymawiać będą miliony katolików całego świata??.

Zawiłe drogi relikwii św. Andrzeja Boboli

Losy nie rozłożonego ciała św. Andrzeja Boboli do czasu jego kanonizacji spisał w miarę dokładnie ks. Jan Paplatek SJ. Jego publikacja, będąca najobszerniejszą z wszystkich dotychczasowych opracowań nt. tego świętego, zatrzymuje się na roku 1936. W tym czasie integralne relikwie świętego przebywają w rzymskim kościele Il Ges?. Niniejsza publikacja opisuje dzieje do momentu przybycia do kaplicy jezuitów na warszawskim Mokotowie w czerwcu 1938 r.

Po męczeńskiej śmierci św. Andrzeja w 1657 r. w Janowie Poleskim, jego ciało przeniesiono do tamtejszej rzymskokatolickiej świątyni, skąd jego współbracia zakonni przewieźli je do Pińska i pochowali w podziemiach tamtejszego kościoła. Trumna z ciałem zmarłego została odnaleziona w 1702 r. Od tego czasu, aż do 19 stycznia 1808 r. ciało kandydata na ołtarze, Andrzeja Boboli było otaczane wzrastającą czcią w pińskiej świątyni jezuitów. Po kasacie jezuitów oraz po II rozbiorze Rzeczypospolitej, caryca Katarzyna II przekazała kościół pojezuicki prawosławnym, którzy, niezadowoleni z szerzącego się kultu A. Boboli nosili się z zamiarem ponownego pochowania w ziemi ciała męczennika. Jezuitom udało się jednak uzyskać od władz carskich pozwolenie na przewiezienie jego relikwii do Połocka, gdzie przebywały one do 1922 r. Zmieniali się jednak ich opiekunowie. Po wydaleniu jezuitów przez władze carskie z Połocka w 1820 r., relikwiami zaopiekowali się dominikanie. Gdy i ich wydalono z Połocka, pieczę nad relikwiami przejęli kapłani diecezjalni. Tak było do 20 lipca 1922 r., gdy uzbrojeni bolszewicy, po uprzedniej profanacji ciała błogosławionego wówczas Andrzeja, przewieźli do Moskwy. Zostało ono umieszczone w moskiewskim budynku Wystawy Higienicznej Ludowego Komisariatu Zdrowia. Z powodu licznych pielgrzymek ciało ukryto w jednym z magazynów tegoż budynku. Nie wydano go ani przedstawicielom Kościoła Rzymsko-Katolickiego, ani rządu polskiego, który czynił kilkakrotne starania o jego odzyskanie.

Od 1922 r. działała w Rosji Papieska Misja Ratownicza. Jej moskiewskim oddziałem kierowali dwaj amerykańscy jezuici, ojcowie Gallagher i Walsh. Mieli oni, z woli papieża, odszukać ciało błogosławionego. Odnaleźli je ostatecznie 23 września 1923 r. Przewieziono je następnie, z Moskwy do Odessy, a stamtąd drogą morską do Brindisi we Włoszech. Do Rzymu przybyło ono w Uroczystość Wszystkich Świętych, 1 listopada 1923 r. W maju następnego roku Ojciec św. przekazał ciało bł. Andrzeja rzymskiemu kościołowi jezuitów Il Ges?.

Po kanonizacji postanowiono ciało świętego przewieźć do Polski. Pociąg z relikwiami opuścił rzymski dworzec Termini 8 czerwca 1938 r., udając się przez środkowe i północne Włochy do stolicy Słowenii, Lublany. Następnie przez Budapeszt, Bratysławę, Ostrawę i Piotrowice po przekroczeniu granicy Polski pociąg z relikwiami przybył do Zebrzydowic. Kolejnymi przystankami na trasie pielgrzymki relikwii św. Andrzeja były Czechowice-Dziedzice, Kraków, Katowice, Poznań Ostrów Wielkopolski, Kalisz, Sieradz i Łódź. Do stolicy pociąg z relikwiami dotarł 17 czerwca. W niedzielę 19 czerwca została odprawiona Msza św. pontyfikalna w obecności Prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego. Po niej na specjalnym rydwanie trumna z relikwiami została przewieziona w uroczystej procesji do kaplicy jezuitów przy ul. Rakowieckiej, gdzie z przerwą wojenną przebywa do dziś.

Ks. dr Aleksander Jacyniak SJ
Papieski Wydział Teologiczny
Sekcja św. Andrzeja Boboli "Collegium Bobolanum"
Warszawa

 

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
85 0.12795305252075